Najnowszy raport dotyczący otyłości i nadwagi u polskich dzieci opublikowany przez Instytut Żywności i Żywienia szokuje. Z badań wynika, że już ponad 22 procent uczniów szkół podstawowych i gimnazjów w Polsce ma nadmierną masę ciała. Fakt ten potwierdza również Światowa Organizacja Zdrowia, która ogłosiła, że 11-latki z Polski są najtęższe w Europie.

Rozmowa z lek. med. Grzegorzem Siteniem, specjalistą chorób dziecięcych, nefrologiem. Kierującym oddziałem Pediatrycznym w Szpitalu Specjalistycznym PRO-FAMILIA w Rzeszowie.

Pro Zdrowie: Najnowsze raporty szokują. Jakie są najczęstsze przyczyny tycia wśród dzieci?

Lek. med. Grzegorz Siteń: Jest bardzo źle. Jak pokazują statystyki, nadwaga i otyłość dotyka już co piąte dziecko w Polsce. Jest to bardzo poważny problem krajów wysokorozwiniętych. Niestety, skutki niewłaściwego korzystania z dobrobytu dotknęły także Polaków. Otyłość i nadwaga to nie tylko problem wyglądu. Najprawdopodobniej rośnie pokolenie, którego średni czas życia będzie po raz pierwszy w historii krótszy od poprzedniego. Przyczyny choroby są podobne jak w przypadku dorosłych. Złe nawyki żywieniowe kształtowane od najmłodszych lat oraz brak aktywności fizycznej. Negatywnie na rozwój choroby wpływa też reakcja społeczeństwa, które bagatelizuje problem. Dzieci w naturalny sposób są hiperaktywne. Niestety, w dzisiejszych czasach ta naturalna energia jest skutecznie tłumiona zarówno przez szkołę, jak i przepracowanych rodziców. W rezultacie dziecko spędza pół dnia w pozycji siedzącej w szkolnej ławce, a następnie w domu przed komputerem czy PlayStation. Kolejny błąd, który staje się zjawiskiem codziennym, to przekarmianie dziecka już w wieku niemowlęcym i wczesnym dzieciństwie. Dopuszczanie do dziecięcego menu pokarmów wysoko przetworzonych – fast foodów – też nie jest bez znaczenia. Od samego początku kształtujemy u dzieci złe nawyki, które później szkodzą przez całe życie.

PZ: Eksperci ostrzegają, że jeżeli fala otyłości nie zostanie zatrzymana, nasze społeczeństwo zacznie poważnie chorować. Jakie problemy towarzyszą nadwadze?

G.S.: Wciąż nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że otyłość może stać się przyczyną bardzo poważnych chorób. Panuje opinia, że schorzenia, jak cukrzyca wieku dorosłego, miażdżyca, udary mózgu czy choćby zawały serca dotyczą tylko dorosłych. Nic bardziej mylnego. Coraz częściej diagnozujemy te poważne choroby również u nastolatków. A wszystko to na skutek otyłości. Dzieci z nadmierną masą ciała mają wyższe ciśnienie tętnicze krwi, co prowadzi do patologicznego przerostu mięśni serca, nasilenia zmian miażdżycowych, zaburzeń lipidowych, nietolerancji glukozy oraz wielu innych schorzeń, z którymi dziecko wkracza w wiek dorosły. Dzieci otyłe znacznie wcześniej będą musiały zmierzyć się z zespołem metabolicznym oraz wszystkimi jego konsekwencjami. Lista następstw otyłości jest naprawdę długa. Osoby z nadwagą i otyłością prędzej czy później – w wyniku związanych z nimi powikłań i chorób – stają się pacjentami diabetologów, kardiologów, onkologów, neurologów, ginekologów, ortopedów, endokrynologów, dermatologów, a także psychologów i psychiatrów.

PZ: Jak pan wspomniał wcześniej, problemem jest też reakcja społeczeństwa. Nierzadko słyszymy „Maluch musi dużo jeść, bo rośnie”, „Nie jest gruby, tylko pulchny i jak podrośnie, to wyrośnie”.

G.S.: Nasza europejska cywilizacja próbuje niestety zamaskować problem otyłości. Jeszcze 20 lat temu nosiłem rozmiar L, potem płynnie przeszedłem do rozmiaru M, a niektóre rzeczy mam w rozmiarze S. A przecież 20 lat temu ważyłem 5 kg mniej! Bagatelizujemy problem, bo przecież dziecko przy kości to dziecko zdrowe, z apetytem. Rodzice nierzadko nie przyjmują do wiadomości faktu, że ich dziecko jest chore i potrzebuje pomocy. Niestety, medycyna poza wiedzą o szkodliwości otyłości nie wprowadziła nic nowego. Mało tego, zamiast przeciwdziałać, maskuje problem. Znaleziono geny odpowiedzialne za otyłość. Choroba tym samym zyskała miano choroby per se. To niby nic groźnego, ale stało się to usprawiedliwieniem i wymówką dla ludzi otyłych. Jestem otyły – bo mam gen, jestem chory.

PZ: W jaki sposób rodzice mogą obiektywnie ocenić wagę swojego dziecka?

G.S.: Do prawidłowej oceny wagi potrzebny jest wzrost. Najlepszą miarą jest współczynnik BMI (body mass index), który liczymy w prosty sposób – masę ciała w kg dzielimy przez kwadrat wzrostu w cm. Wartości prawidłowe to od 18,5 do 24,99. Od 25 do 29,9 to nadwaga, od 30 do 34,99 to I stopień otyłości, od 35 do 39,99 to II stopień otyłości i powyżej 40 to III stopień otyłości – otyłość monstrualna. Pytajmy pediatrę podczas wizyt kontrolnych o stan naszego dziecka. Na każdej wizycie regularnie mierzmy je i sprawdzajmy jego wagę. Określajmy też wspomniany wskaźnik BMI. Nie wolno zapomnieć o tym, że mięśnie ważą więcej od tłuszczu, dlatego konieczna jest ocena fałdu tłuszczowego nad kolcami biodrowymi i pod łopatką, którą wykona specjalista.

PZ: Jak wygląda leczenie otyłości?

G.S.: Niestety jest niezwykle trudne. Farmakologia, wprowadzenie do życia młodego człowieka regularnej aktywności fizycznej oraz zmiany dietetyczne mogą okazać się niewystarczające. Kluczowe jest podejście osoby leczonej, która musi chcieć schudnąć. Niestety, poziom szczęścia jest uzależniony od poziomu glukozy. Osoby, które przechodzą proces odchudzania, mają niższy, choć wciąż prawidłowy poziom glukozy w stosunku do osób, które tego nie robią i są szczęśliwymi grubaskami. Wcześniej czy później z tego powodu osoba leczona przerwie proces odchudzania. Pomocna jest oczywiście aktywność fizyczna, która może stać się rozwiązaniem problemu. Zwłaszcza trening interwałowy, który powinien trwać przez ponad 45 min. Taki trening polega na wykonywaniu co 15 minut 3-minutowego wysiłku maksymalnego. Jest szansa, że wtedy wydzielą się endorfiny – nazywane naturalnym narkotykiem – które zagłuszą niższe poziomy glikemii, i to będzie sygnał dla organizmu, aby uruchomić rezerwy tłuszczowe. Kolejnym, bardzo ważnym aspektem jest zaangażowanie wszystkich bliskich w leczenie dziecka. To nie powinien być problem tylko dziecka i rodziców. Pamiętajmy o bodźcach pozytywnych, w zamian za te negatywne – straszenie dziecka chorobami lub śmiercią. Starajmy się stale pokazywać dobre skutki zlikwidowania nadwagi. To z pewnością pomoże. Tak naprawdę stosunek bodźców negatywnych do pozytywnych powinien wynosić 1:2, a o to szczególnie trudno.

PZ: Czy dziecko można odchudzić? Rodzice powinni stosować diety?

G.S.: Nie zaleca się stosowania diet odchudzających dla dzieci. Nie znaczy to jednak, że gdy dziecko waży za dużo, to nie trzeba z tym czegoś zrobić. Radzę zacząć od sumiennego spisywania, co dziecko pije i je w ciągu dnia. Tym sposobem możemy w łatwy sposób wyeliminować błędy w diecie malucha. Kolejna sprawa to regularność posiłków. Powinno ich być pięć dziennie: śniadanie, drugie śniadanie, obiad, podwieczorek i kolacja. Pomiędzy posiłkami dziecko nie powinno podjadać, warto zrezygnować też ze słodzonych napojów, przemysłowych soków owocowych. Wykluczamy również z diety różnego rodzaju fast foody i słodkie przekąski w postaci czekoladowych batoników, cukierków. Warto zastąpić je suszonymi owocami, jednak pamiętajmy o tym, że z dnia na dzień dziecko nie polubi suszonej moreli w zastępstwie czekolady. Nawyki żywieniowe najlepiej kształtować od najmłodszych lat.

PZ: Na talerzu obok posiłku powinny się znaleźć również warzywa. Problem w tym, że dzieci zwykle za nimi nie przepadają. Jak można je zachęcić?

G.S.: Zabierajmy dzieci na zakupy. Niech same wybierają warzywa, które pojawią się na talerzu. Druga sprawa: dbajmy o to, aby warzywa zawsze były na talerzu. Nawet jeżeli pozostaną nieruszone. Za którymś razem nasza pociecha w końcu sięgnie po czerwonego pomidora.

PZ: A jak zachęcić niejadka do jedzenia? Karmić?

G.S.: Nie. Dziecko, tak jak dorosły, ma swój apetyt. Jeśli tylko skosztuje obiadowej potrawy, pozwólmy mu na to. Ale uprzedźmy, że następny posiłek będzie dopiero za trzy godziny. I konsekwentnie przeczekajmy prośby dziecka o przekąski w tym czasie. Gdy przyjdzie pora podwieczorku, dziecko z pewnością zje posiłek z apetytem.

Rozmawiała: Dominika Czapkowska