Moje marzenie? By kobiety wpisały do kalendarza „Iść do ginekologa na badania”!

62% kobiet bardzo rzadko lub w ogóle nie rozmawia w rodzinie o chorobach kobiecych. A to błąd! Jak przekonuje moja rozmówczyni, Ida Karpińska z Organizacji Kwiat Kobiecości”, taka rozmowa może uratować życie.

Z Idą Karpińską z organizacji „Kwiat Kobiecości” rozmawiała Marta Andreasik, autorka strony o macierzyństwie – www.mamasubiektywnie.pl

Marta Andreasik: Jak to jest, Pani Ido. Badamy się, czy się nie badamy?

Ida Karpińska: Jeszcze 10 lat temu statystyki były takie, że ponad 4000 kobiet rocznie dowiadywało się, ze ma raka szyjki macicy, z czego połowa tych kobiet umierała. W tej chwili coraz więcej kobiet chodzi do ginekologa – i super, bardzo się z tego cieszymy i coraz mniej kobiet umiera z powodu raka szyjki macicy.

MA: Dziś mówimy też o raku jajnika. Co wiemy o tej chorobie?

IK: Rak jajnika to szczególnie wredna choroba. Po pierwsze nie mamy w jej przypadku żadnej profilaktyki. Chyba, że jesteśmy w grupie ryzyka, bo na przykład nasza mama czy babcia chorowały. W takiej sytuacji możemy być w grupie 15% kobiet, u których ta choroba jest genetyczna. Nie chcę powiedzieć, że jest to choroba śmiertelna. Wolałabym powiedzieć, że jest to choroba przewlekła. Wiele kobiet z tą chorobą ma obecnie szansę i możliwości by długo żyć. Popatrzmy na przykład na Korę Jackowską. Ponieważ leki na raka jajnika zostały refundowane, kobiety takie jak ona mogą się leczyć i funkcjonować w ludzkich, domowych warunkach.

MA: Czy rak jajnika ma jakieś specyficzne objawy?

IK: Nie. To mogą być na przykład wzdęcia, ból brzucha, głośne burczenie, bóle podbrzusza. Jeśli takie objawy utrzymują się przez dłuższy czas – nie mam na myśli paru tygodni, ale raczej miesięcy – to należy zwrócić na nie szczególną uwagę. W momencie, kiedy występuje już wodobrzusze i zauważamy, że obwód brzucha zaczyna nam rosnąć, to znaczy, że mamy już duży problem i wizyta u ginekologa jest niezbędna.

MA: Czyli obserwujemy siebie. Podobno wystarczy też zwykła rozmowa z mamą?

IK: Tak, mówimy tu o tych 15% kobiet ze skłonnością genetyczną.

MA: Co w takiej sytuacji?

IK: Mamy testy BRCA1, BRCA2 – podobnie jak w przypadku raka piersi. Jeśli mama czy babcia miały raka, to my jesteśmy w grupie ryzyka. Trzeba być wtedy szczególnie czujnym i wykonywać mammografię i USG piersi. Tak samo z rakiem jajnika. Dlatego najlepiej zrobić sobie test genetyczny BRCA2.

MA: A czy w grę wchodzi profilaktyka, podobna do tej, jaką zastosowała Angelina Jolie, odejmując sobie piersi?

IK: Oczywiście. Ale czy my jesteśmy na to gotowe i czy tego chcemy? To jest tylko i wyłącznie nasza decyzja. Usuwanie narządów rodnych czy piersi to w Polsce niezwykle trudny temat. Zwłaszcza jeśli w grę wchodzi działanie profilaktyczne.

MA: Przed naszą rozmową zapytałam znajome kobiety i każda potwierdziła, że regularnie się bada pod kątem raka narządów rodnych. Ale statystyki pokazują, że z tym badaniem się bywa różnie. Dlaczego, według Pani, nie dbamy o siebie? Dla mnie to coś naturalnego, że się badam.

IK: My, kobiety, mamy to chyba w genach [śmiech]. Zawsze stawiamy siebie na końcu bardzo długiej listy. Najważniejsza jest dla nas rodzina, dzieci, dom, mąż, pies, pranie, sprzątanie i nasza kariera. Nasze zdrowie jest na końcu. Moim zdaniem, trochę źle myślimy. Trzeba zmienić to myślenie wśród kobiet i sprawić by zastanowiły się, co się stanie z tymi wszystkimi bliskimi, z tymi planami, marzeniami w momencie kiedy będziemy musiały się na długo zatrzymać i walczyć o swoje życie?

MA: Pani była w takiej sytuacji…

IK: Musiałam zweryfikować wszystko i przewartościować całe swoje życie by zacząć na nowo. Dopiero wtedy, kiedy mnie to dopadło, zaczęłam myśleć zupełnie inaczej. Jednak ta profilaktyka i myślenie o sobie i o zdrowiu są ważniejsze. Pójście raz w roku i zrobienie USG dopochwowego czy USG piersi czy cytologii zajmie nam może godzinę. I to nie są też żadne koszty, nawet jeśli chcemy to zrobić prywatnie.

MA: Mam taką bliską osobę, która z premedytacją tego nie robi. A zapytana o to, dlaczego, odpowiada „Po co?” A takie historie potrafią być złośliwe.

IK: Też mi się wydawało, że mnie to nie dotyczy. Miałam trzydzieści parę lat, super pracę, planów milion na przyszłość, macierzyństwo w tle i przeprowadzkę z Trójmiasta. Też mi się wydawało, że świat należy do mnie i mnie to nie dotyczy. A w momencie, kiedy przyszła choroba nowotworowa, to wszystko się zweryfikowało. Okazało się, że tak naprawdę wszystko może mnie dotyczyć. Rocznie spotykam się z około trzydziestoma tysiącami kobiet. Z tej perspektywy myślę, że my, kobiety w Polsce, jesteśmy bardzo mądre. Jesteśmy też bardzo waleczne. Tylko czasami odnoszę wrażenie, że brakuje nam wiedzy. I takiego bodźca. Żeby ktoś dał nam „pstryczka” i pokazał, że jest problem, ale możesz temu problemowi zaradzić.

MA: Nie umiemy o siebie walczyć?

IK: To nie tak. Myślę, że nie mamy po prostu wystarczającej wiedzy. Jak nam się da tę wiedzę, to my już wiemy, co mamy z tym zrobić. Podczas jednego ze spotkań w ramach akcji „Kobiety dla kobiet”, rozdawałyśmy bezpłatne zaproszenia na cytologię. Po tym spotkaniu około 80% kobiet pobiegło na badania. One dostały informację, dostały wiedzę, dostały pstryczka (ale nie straszącego) i poszły – zrobiły badanie cytologiczne. Dostawałyśmy potem wiadomości na Facebooku i emaile. U jednej z tych kobiet wykryto stan przedrakowy. To była „szybka piłka” i sprawę szybko załatwiono. Problem z głowy! Inne, powpisywały sobie do kalendarza, na pięć lat do przodu datę kolejnego badania. Dlatego wpływanie na zmianę świadomości kobiet i przewartościowanie w głowie priorytetów w życiu to główne cele moje i „Kwiatu Kobiecości”.

MA: To czego możemy się po was spodziewać w najbliższym czasie?

IK: O Jezu! [śmiech] Będzie się działo! Jesteśmy w trakcie kampanii „Diagnostyka jajnika”, a już zaczęły się przygotowania do kampanii „Piękna bo zdrowa”, która dotyczy raka szyjki macicy. Ta kampania rusza w styczniu. Kończy się Owsiak, rusza Kwiat Kobiecości.

MA: O, tak najłatwiej zapamiętać!

IK: Oprócz tego mamy sporo akcji edukacyjnych skierowanych do różnych grup społecznych i wiekowych kobiet. „Młoda i zdrowa”, którą prowadzimy razem z marką Bella. Spotykamy się w jej ramach z dziewczynami w gimnazjum i liceum. „Rozumni i uważni” – to projekt skierowany do studentów na wszystkich uczelniach medycznych w całej Polsce oraz „Kobiety dla kobiet”, skierowana do kobiet dojrzałych, pracujących. Jest też moja ulubiona akcja, „Święty Mikołaj”, która odbędzie się w okolicach 6 stycznia. 40 szpitali onkologicznych w całej Polsce, około 5000 pacjentek chorujących na nowotwory na oddziałach ginekologii onkologicznej, 100 wolontariuszek zaangażowanych w akcję z 16 oddziałów „Kwiatu Kobiecości”. Ruszamy w czapkach świętego Mikołaja – przytulamy, całujemy, obdarowujemy drobnymi upominkami od naszych partnerów. To bardzo ważna, wzruszająca i dająca sporo energii i siły do walki z chorobą akcja. Dzieje się więc bardzo dużo. Oprócz tego – mnóstwo konferencji medycznych i kobiecych.

MA: Jesteście wszędzie!

IK: A 24 godziny na dobę to już dla mnie za mało [śmiech].

MA: W kobietach siła. To, co możemy dla siebie zrobić, to wspierać się. A co jeszcze może zrobić każda z nas dla dobra innych. Na przykład ja – chciałabym coś zmienić w swoim otoczeniu. Od czego powinnam zacząć?

IK: Pierwszy krok? Trzeba zabrać kobiety, które są dookoła – mamę, babcię, ciocię, koleżankę, a nawet wredną sąsiadkę – do ginekologa. Albo chociażby zadać pytanie „Kiedy ostatni raz robiłaś badania?” Czasami odpowiedź może być szokująca. Można usłyszeć to, co ja kiedyś, rozmawiając z jedną z kobiet. Zaczęła liczyć: 5, 10, 15… „Moja córka ma 21 lat, to ja byłam 21 lat temu.” Dlatego trzeba „odhaczyć” to badanie raz na rok. To naprawdę ogromny kamień z serca.

MA: Wydaje mi się, że ten element strachu demotywuje kobiety do wykonania badania.

IK: Tak jest. Ale nawet jeśli się okaże, że „coś tam jest”, to medycyna poszła już tak do przodu, że z chorobami nowotworowymi w dzisiejszych czasach można walczyć i można wygrać. Nie wolno się bać! Mój lekarz ginekolog-onkolog powiedział kiedyś „Z rakiem to jest tak fifty-fifty. 50% to jest to, co robimy my lekarze. To trudny etap leczenia. Drugie 50% jest w głowie – jeśli pacjent jest dobrze przygotowany do leczenia, to nam daje razem 100% z tego, żeby z tą chorobą można walczyć i wygrać.” Wiem, że to zabrzmi trochę dziwnie. Ale kiedy coś się wydarzy, trzeba na to spojrzeć pozytywnie – wziąć byka za rogi i po prostu załatwić tę sprawę. Odkładanie tego na później nie ma sensu, bo wtedy jest dużo trudniej. Wszystkie znane mi kobiety, u których wykryto chorobę nowotworową we wczesnym stadium, poszły na zabieg i to była „krótka piłka”. Wróciły do domu, pracy, rodziny. Zapominały o temacie.

MA: Czego życzyć kobietom?

IK: By były zdrowe, dbały o siebie, żeby pamiętały o sobie.

MA: A Pani czego można życzyć, oprócz wydłużenia dnia w nieskończoność? [śmiech]

IK: Ja wszystko mam! Ale w sumie mam marzenie. Żeby kobiety raz w roku wpisały sobie w kalendarzu, najlepiej w swoje urodziny „IŚĆ NA BADANIE GINEKOLOGICZNE”. To taki prezent zdrowia: cytologia, mammografia, USG piersi, USG dopochwowe.

MA: To ja dodam, by na swoje urodziny zażyczyły sobie takie prezenty od wszystkich kobiet dookoła.

IK: Tak jest!

MA: Mój mąż, na 30 urodziny, zażyczył sobie od swojego ojca by ten schudł dla swojego zdrowia. Podstępem zawiózł go, co prawda na wizytę do dietetyka, ale i tak się udało. Już 12 kg mniej i waga nie wzrasta!

IK: „Idźcie się przebadać i przyjdźcie z wynikiem” – to może być najfajniejszy prezent!

MA: Dziękuję za naszą rozmowę!

Rozmawiała: Marta Andreasik, autorka strony o macierzyństwie www.mamasubiektywnie.pl

Chcesz przeczytać więcej inspirujących wywiadów? Odwieź stronę www.mamasubiektywnie.pl, na której o urokach macierzyństwa pisze Marta Andreasik, mama dwuletniego Tymoteusza i ośmiomiesięcznej Amelki, na co dzień mieszkająca w Warszawie.

ida-karpinska-1