Od wielu lat udowadnia, że człowiek jest w stanie osiągnąć wszystko i pokonać nawet największe bariery. Jeżeli tylko mocno tego pragnie i nie podda się w drodze do osiągnięcia celu. Marek Kamiński – nazywany człowiekiem dwóch biegunów, pokazuje i uczy, że warto podążać za swoimi marzeniami. Niedawno do księgarni trafiła jego najnowsza książka – „Odkryj, że biegun nosisz w sobie”.

Rozmowa z Markiem Kamińskim, podróżnikiem, polarnikiem, odkrywcą. Pierwszym i jedynym człowiekiem na świecie, który zdobył oba bieguny Ziemi w ciągu jednego roku, bez pomocy z zewnątrz.

Pro Zdrowie: W wieku ośmiu lat odbył pan samodzielną podróż pociągiem, bez rodziców, na trasie Gdańsk – Łódź, z kolei jako piętnastolatek samotnie popłynął pan statkiem do Afryki. Kiedy pojawiły się pierwsze marzenia o dalekiej podróży?
Marek Kamiński: Moje marzenia miały początek w książkach. Były moją największą inspiracją. Gdy miałem 5 lat, złamałem rękę. Wypadek okazał się poważny. Spędziłem dużo czasu, lecząc się w sanatorium. Oparcie znalazłem w powieściach Verne’a, Shackletona czy Amundsena. Książki i przygody, które dzięki nim odnajdywałem, były moją największą otuchą. Zacząłem marzyć o dalekich krainach i podróżach.

Marek Kamiński

Marek Kamiński

PZ: Ile kilometrów przeszedł pan w życiu podczas swoich podróży?
M. K.: Ponad 20 tysięcy kilometrów.

PZ: Co takiego odnajduje pan w śniegu, lodzie, tych niedostępnych dla ludzi miejscach, że to właśnie one stają się celem pańskich podróży?
M. K.: Myślę, że w tym wszystkim chodzi o chęć odkrywania świata, który jest niezwykły, piękny. Będąc na biegunach, poczułem tę pierwotną siłę, zaklętą prawdę. Myślę, że Arktyka czy Antarktyda to bardzo czyste, jasne miejsca. Ciągnie mnie tam również z innego powodu. Będąc tam, mam okazję poznania siebie, swoich możliwości, charakteru. Wielokrotnie przekonałem się o tym, że bieguny zdobywa się głową, nie nogami.

PZ: Najważniejsza dla pana wyprawa?
M. K.: Najważniejszą i jednocześnie najtrudniejszą podróżą mojego życia było zdobycie w 2004 roku obu biegunów z 15-letnim niepełnosprawnym Jaśkiem Melą. Cała wyprawa odbyła się w ekstremalnych warunkach. Spoczęła na mnie ogromna odpowiedzialność za drugiego człowieka. Przygotowywaliśmy się do tej podróży ponad dwa lata. Jasiek zrobił coś wielkiego: otworzył szeroko drzwi i dał nadzieję, nie tylko niepełnosprawnym. Najważniejsze było dla nas również to, że podczas zdobycia bieguna południowego udało nam się zebrać ponad 700 tys. złotych, za które został sfinansowany zakup protez dla 67 osób.

Ludzie często pytają mnie, jak radzę sobie z samotnością podczas moich podróży. Paradoksalnie uważam, że ludzie żyjący w miastach takich jak Warszawa, Tokio czy Nowy York są bardziej samotni niż ja na biegunie.

PZ: Jak radzi sobie pan ze strachem i niebezpieczeństwem, które przecież są nieodłącznym elementem tego typu podróży?
M. K.: Na biegunie północnym złamał się pode mną lód i wpadłem w głęboką przepaść. Byłem przywiązany do sanek, które ważyły blisko 200 kilogramów. Gdyby sanki również wpadły w przepaść, pociągnęłyby mnie za sobą w przerębel na głębokość ok. 2 tys. kilometrów. To był dla mnie trudny moment. Jednak cieszy mnie fakt, że człowiek nawet w najtrudniejszych sytuacjach może sobie poradzić i potrafi przetrwać w ekstremalnych warunkach. Najważniejsze jest to, aby żyć w zgodzie z naturą, czuć przed nią respekt i nie lekceważyć niebezpieczeństwa.

PZ: Jak wygląda nasze życie z tak dalekiej perspektywy?
M. K.: Często ludzie pytają mnie, jak sobie radzę z samotnością podczas moich podróży. Paradoksalnie uważam, że ludzie żyjący w miastach takich jak Warszawa, Tokio czy Nowy Jork są bardziej samotni niż ja na biegunie. W dużych miastach ludzie nierzadko zapominają o sobie, swoich marzeniach i życiowych celach. Pomimo tego, że każdego dnia mijają dziesiątki osób, czują się samotni, nie mając relacji ze światem, z innymi ludźmi. Żyjąc w mieście, jesteśmy zagłuszeni przez całą cywilizację wokół, zapominając często o tym, co jest najważniejsze.

PZ: Pewnie ma już pan plan na koleją wyprawę.
M. K.: Teraz mój czas to odpoczynek. Planuję pisać książki, poznawać nowe języki i spotykać się z ludźmi. A także spędzać jak najwięcej czasu z moją rodziną. Kolejne dalekie wyprawy… kto wie.

Rozmawiała: Dominika Czapkowska
***
Marek Kamiński (urodzony w 1964 roku w Gdańsku) – polski polarnik i podróżnik. Pierwszy i jedyny człowiek na świecie, który zdobył oba bieguny ziemi w ciągu jednego roku, bez pomocy z zewnątrz: 23 maja 1995 roku wraz z Wojciechem Moskalem dotarł na biegun północny, a 27 grudnia 1995 roku zdobył samotnie biegun południowy. Członek The Explorers Club w Nowym Jorku. Jest założycielem i współwłaścicielem firmy Invena S.A. oraz założycielem Fundacji Marka Kamińskiego. Włada ośmioma językami: angielskim, niemieckim, włoskim, francuskim, hiszpańskim, norweskim, rosyjskim, japońskim.

Najważniejsze osiągnięcia:

  • Spitsbergen, pierwsza samotna wyprawa polarna, 1990 r.
  • Pierwsze polskie przejście Grenlandii, 600 km, 1991 r.
  • Biegun północny z wyspy Ward Hunt Island, 770 km, 1995 r.
  • Samotne przejście bieguna południowego z wyspy Berkner Island, 1400 km, 1995 r.
  • Próba samotnego trawersu Antarktydy, 1450 km, 1996 r.
  • Trawers Gór Ellswortha, najwyższy szczyt Antarktydy Mt. Vinson, 1998 r.
  • Przejście Pustyni Gibsona, 700 km, 25.06–09.08.1999 r.
  • Trawers Grenlandii, 600 km w 13 dni, 2000 r.
  • Zdobycie bieguna północnego oraz południowego wraz z 15-letnim niepełnosprawnym Jaśkiem Melą, kwiecień/grudzień 2004 r.
  • Zdobycie najwyższego szczytu Grenlandii, Gunnbjorns Fjeld, 3694 m n.p.m., 2008 r.