Inspiruje tysiące kobiet! uczy, motywuje i od kilku lat umacnia ich pozycję w biznesie. Olga Kozierowska, twórczyni kultowego projektu Sukces Pisany Szminką, w rozmowie z blogerką Martą Andreasik zdradza m.in. sekret skutecznego łączenia życia zawodowego z prywatnym. Bo jak sama często podkreśla – warto stać się dla siebie wsparciem i odnaleźć poczucie szczęścia i spełnienia, zarówno w domu, jak i w pracy.

Marta Andreasik: Jesteś dla mnie wzorem do naśladowania. Tak umiejętnie łączysz życie zawodowe z prywatnym. Jaki jest według ciebie klucz do sukcesu? Jak połączyć te dwa światy?

Olga Kozierowska: Kiedyś niezbyt umiejętnie łączyłam te dwa światy. Po pierwsze dlatego, że na siłę próbowałam je od siebie oddzielić. A tak się nie da. Życie zawodowe naturalnie łączy się z życiem osobistym. Jedno uzupełnia, przenika drugie. Próba sztucznego postawienia granic kończy się frustracją. Zatem pozwoliłam sobie, bez wyrzutów sumienia, w pracy czasem tęsknić za byciem z dziećmi i traktować te momenty jako coś dobrego, a nie jako początek eskalacji negatywnej samooceny, a w domu czasem pracować, zamiast się z nimi bawić, także bez wyrzutów sumienia, jasno to otoczeniu komunikując. Pomogło mi też zrozumienie, że nie ma możliwości, by w jednym momencie mieć wszystko na 100%. Być wszystkim na 100%. Mamą, menedżerką, żoną, przyjaciółką… Na koniec – warto czasem pomyśleć o aspekcie JA. Co JA bym chciała zrobić dla siebie samej? „To takie egoistyczne… – powiedziałby niejeden Polak – ucierpi na tym rodzina”. Te nasze zaściankowe przekonania, przekazywane z pokolenia na pokolenie, sprowadzają kobietę do roli siłaczki. Warto pozbyć się „krytycznego rodzica”, który żyje w naszych głowach i ruga za wszystko, co nie jest perfekcyjne. Odpuścić sobie, stać się dla siebie wsparciem. To pozwoli odnaleźć poczucie szczęścia, spełnienia. Zadowolenia z siebie w pracy i w domu.

M.A.: Załóżmy, że jest kobieta, która chciałaby coś w życiu zrealizować. Co powinna zrobić, żeby odkryć swój potencjał?

O.K.: Odpowiedzi można poszukać w czasach dzieciństwa, kiedy to nasze naturalne predyspozycje i talenty grały pierwsze skrzypce. Można też przyjrzeć się swoim obecnym zainteresowaniom lub motywacjom. Warto porozmawiać ze sobą szczerze. Odcinając opinie społeczne, opinie rodziny, przyjaciół. Tylko wtedy odkryjemy to, czego naprawdę chcemy. Błędne obieranie celu ma jakąś cenę. Wyobraź sobie, że oto zaczynasz wspinaczkę na szczyt, o którym myślisz, że jest twoim szczytem. Angażujesz się, pokonujesz przeszkody, nie poddajesz się, wpinasz się i wspinasz. Trwa to nawet kilka lat. Po czym wchodząc na szczyt, stwierdzasz, że nie jest on twoim szczytem. Jest w tej sytuacji jednak jeden duży plus. Z tego szczytu widzisz inne. A dzięki temu, że udowodniłaś sobie, że umiesz się wspinać, na kolejny wejdziesz może nawet szybciej. Dlatego tak czy siak warto próbować. Działać, a nie udoskonalać! W końcu uda nam się znaleźć swoje miejsce na ziemi.

M.A.: Czego oprócz zakładania biznesu w pojedynkę boją się kobiety?

O.K.: Samotności, oceny innych i porażki. To powstrzymuje nas przed zmianami. Dlatego często stajemy się skutkiem wydarzeń, jakie dotykają nas w życiu, zamiast stać się ich przyczyną, generatorem. Przez ostatnie półtora roku prowadziłam w 17 miastach Polski Power Show. Jednym z jego elementów był speech o lękach. Zawsze na początku zadawałam paniom na widowni pytanie: „Czego boicie się najbardziej?”. Ich odpowiedzi potwierdzały powyższą tezę wynikającą z badań psychologów. Wymieniały te trzy lęki.

M.A.: Strach przed zmianą może nas bardzo ograniczać…

O.K.: Strach przed zmianą determinuje nasze wybory życiowe i w biznesie, i w życiu osobistym. Mimo że żyjemy w czasach, kiedy zmiana staje się większą wartością niż trwanie, to dla kobiety trwanie ma ogromne znaczenie, bo niesie ze sobą poczucie bezpieczeństwa. Działa tu motywacja na nietracenie typu „oby nie było gorzej”. To ogromna siła. Czyli zamiast wyjść z nieudanego związku, tkwimy w nim, bo może być jeszcze gorzej, a tak to przynajmniej wiemy, z czym mamy do czynienia. Tkwimy w niesatysfakcjonującej pracy, narzekamy, ale nic nie robimy, żeby ją zmienić. Czekamy, aż los pokieruje naszym życiem, ale czy oddawanie losowi kontroli przyniesie nam szczęście? Nie sądzę. Wierzę zaś, że każda z nas może mieć wpływ na swoje życie i jeśli w głowie będzie nosić skrypt „cokolwiek się wydarzy, to coś wymyślę”, to zacznie odważniej podchodzić do zmian. Walczyć o siebie.

M.A.: Czyli jest faktycznie tak jak głosi hasło Power Show: „Możesz więcej, niż myślisz, że możesz”?

O.K.: To nie znaczy, że możesz wszystko, ale możesz więcej, niż uważasz. Jeśli chcesz o coś zapytać, ale nie robisz tego, to odpowiedzią jest „nie”. Ale jeśli zapytasz, w odpowiedzi dostajesz „nie” albo „tak”. To jest cud świata. On nam pod nogi kładzie różne szanse. Ale to my musimy zdecydować, czy chcemy je zobaczyć. Napisałam ostatnio na Facebooku „happiness is a decision”. Możemy albo się okopać, mnożyć smutek, przyjąć pozę ofiary, albo zrobić coś innego. Wziąć życie za rogi!

M.A.: Na sukcespisanyszminka.pl jest nawet taki hashtag dla artykułów na temat: #JAmarka. Co nam daje to, że patrzymy na siebie jak na markę? Nie jest to zbyt korporacyjne?

O.K.: W świecie biznesu jesteśmy marką, więc powinnyśmy zadbać o to, by marka ta była kojarzona z odpowiednimi wartościami, rozpoznawalna, ciesząca się dobrym wizerunkiem. Każda, każdy z nas powinni umieć odpowiedzieć sobie na następujące pytania: „Jaka jest moja misja?”, „Co chcę w życiu po sobie zostawić?”, „Jak chcę być odbierany?”, „Jakie wartości reprezentuję”, „Które są dla mnie najważniejsze?”, „Jakie są moje mocne strony?”, „Co mnie wyróżnia na tle innych?”. Niestety z badań wynika, że my, kobiety, mamy skłonność do oceniania się o 30% gorzej, niż ocenia nas świat zewnętrzny. Nie widzimy naszych mocnych stron, nie widzimy osiągnięć. Widzimy za to doskonale to, czego nie mamy, nie potrafimy. A to przekłada się na nasze poczucie własnej wartości, które determinuje nasz sukces.

M.A.: Ale to nie jest fałszywa skromność, prawda?

O.K.: To jest pokutujące przeświadczenie, że „dziewczynka, kobieta powinna być skromna”, że skromność jest jedną z najwyższych cnót… Ja polecam zamianę skromności w pokorę i wzmocnienie pokory ambicją. AMBIKORA zaowocuje pozwoleniem sobie na sięgnięcie po więcej!

M.A.: Powiedz, jak ty to wszystko godzisz? Robisz tyle rzeczy, że można obdzielić nimi kilka osób.

O.K.: Myślę, że to jest związane z tym, że im więcej mamy obowiązków, tym lepiej zarządzamy sobą w czasie. Mam wrażenie, że marnotrawiłam więcej czasu, gdy miałam jedno dziecko i pracowałam w korporacji. Dziś nie mogę sobie na to pozwolić. Lenistwo też muszę gdzieś wpasować.

M.A.: A masz jeszcze na nie czas?

O.K.: [uśmiech] Mając troje dzieci, prowadząc biznes, występując, nagrywając, nie zakładam, że jest łatwo i że będzie łatwo. Przyjęłam, że może być bardzo trudno. I wtedy od razu jest lżej. A znajduję i czas na poleniuchowanie, choć to czas kradziony.

M.A.: Zmieniasz perspektywę?

O.K.: Tak, uważam, że wszystko jest kwestią nastawienia. Napoleon, gdy zatrudniał ludzi do armii, zadawał im pytanie: „Jesteś szczęściarzem czy pechowcem?” Ci, którzy odpowiadali, że są pechowcami, nie byli angażowani. Dlaczego? Bo to jest tzw. state of mind (stan umysłu). I to nie jest tak, że ktoś się rodzi pesymistą. On decyduje się być pesymistą. Więc jeżeli ja decyduję się być optymistą, ale też realistą, to w problemie zobaczę możliwość jakiegoś rozwoju. Nie ma tak, że porażka to koniec świata. Niech każdy, kto czyta ten wywiad, przypomni sobie, ile razy myślał/myślała, że oto wydarzyło się coś, co już zdeterminuje jego/jej życie i że to już koniec. A tu po paru miesiącach okazało się, że jednak dobrze się stało! Oczywiście, kryzysy też nie spadają jak grom z jasnego nieba, są czasem pewne sygnały, które wolimy ignorować. Ale kiedy się już zjawiają, to możemy mieć albo ten skrypt pesymisty, albo optymisty realisty, czyli „Szukam rozwiązania, nie płaczę nad rozlanym mlekiem. Cóż, mogę je jedynie wytrzeć, ale już go nie wypiję”.

M.A.: A kto ciebie inspiruje, motywuje?

O.K.: Swego czasu, gdy zaczynałam działać, czytałam biografie interesujących kobiet: Marthy Stewart, Oprah Winfrey. Patrzyłam na ich sposób robienia biznesu. Dziś inspiracją są dla mnie ludzie, których spotykam codziennie, bo nauczyłam się ich słuchać. Ostatnio też przyglądam się swojemu mężowi, który ze stoickim spokojem zarządza dużą firmą, znajduje czas na hobby, zrobienie zakupów i wiele domowych obowiązków. Wszystko to pozbawione jest typowej dla mnie zadyszki.

M.A.: [śmiech] To sukces, faktycznie! Patrząc na mojego męża, widzę, że mamy podobnie. Może to jest właśnie ten state of mind, o którym mówiłaś?

O.K.: No właśnie, może sekret tkwi w „nierozkminianiu”… może nie w myśleniu ciągle do przodu, po prostu w byciu tu i teraz.

M.A.: Może więc problemem jest atakowanie siebie wciąż nowymi bodźcami? To są zupełnie różne stany umysłu. Z jednej strony musisz być skupiona, z drugiej – kreatywna i otwarta.

O.K.: Myślę, że różnorodność mojej pracy wpływa na jej niejednolitość i nieprzewidywalność. Z jednej strony tworzę, wymyślam, potem prowadzę projekty, zarządzam, następnie sprzedaję, negocjuję, nagrywam, przeprowadzam wywiady. I każda rola wymaga ode mnie wyeksponowania innych kompetencji. Jedne są mi autentycznie bliskie, inne, jak to się mówi, „naumiane”. Czasem takie zbyt szybkie przejście z kreatywnego, uśmiechniętego dziecka w poważną menedżerkę gdzieś mnie gubi. Twoja sugestia z pewnością mnie zainspirowała do tego, by nauczyć się czegoś więcej o sobie…

M.A.: [śmiech] Proszę bardzo, polecam się! Dziękuję ci serdecznie za rozmowę.

O.K.: Dziękuję!

Rozmawiała: Marta Andreasik, autorka strony www.mamasubiektywnie.pl

Olga Kozierowska to bizneswoman, inicjatorka promowania kobiecej przedsiębiorczości oraz dziennikarka. Laureatka wielu prestiżowych nagród. W 2008 roku porzuciła życie korporacyjne, by spełnić swoje marzenie i założyła firmę – SUKCES PISANY SZMINKĄ. Od kilku lat skutecznie motywuje kobiety w podejmowaniu odważnych decyzji. Inspiruje, uczy i umacnia ich pozycję w biznesie. jest pomysłodawczynią m.in. spotkań dla kobiet pod nazwą POWER SHOW.